RECENZJE


Sugoi Sakura NextThe Same


Prologue: McDonalds Training Camp

Dzionek piękny, droga prosta, czasu dużo, konwój WWFF/Genomu zawinął do hamerykańskiego gniazda komercji, przyzwyczajać żołądki do plastikowego konwentowego żarcia. Dla zabicia czasu trenowaliśmy budowanie różnych rzeczy z niczego (aktualne zadanie - budowanie wzwyż). I nawet nie przypuszczaliśmy, iż w porównaniu z nadciągającym konwentem jest to jedynie niewinna rozgrzewka....
Na zainteresowanie szerokiej publiki i obsługi fastfoodu, za bardzo nie zwracaliśmy uwagi (jak wieś to wieś), no może z jednym wyjątkiem... Widząc tak głęboką pogardę w oczach pewnego znajomego z ŚKF, po prostu nie mogliśmy wyjeżdżając nie zostawić mu naszego dzieła do dalszej kontemplacji.
W tym miejscu, w imieniu mangoludków i pokemonów pozdrawiamy zacnych Fantastów.

Chapter 1: Arrival

Mimo sabotażowej działalności agentów matrixa (tym razem ubranych we wdzianka Petrochemii Płock) twierdzących, że "tu nie ma żadnej szkoły" - dotarliśmy na miejsce. Po zwiedzeniu pomieszczeń (okazało się, że miała miejsce mała rekonfiguracja, i z pomieszczeń ekskluzywnych dla questu nici) wywaliliśmy graty i leniwie zabraliśmy się za rozkładanie sprzętu, obserwując zmagania ekipy podnośnika z zaciemnieniem okien sali. A sala to był horror. Pogłos, pogłos, duże okna i pogłos. Powieszenie pod sufitem wszystkiego co się dało, dużej poprawy nie przyniosło, więc zostało jedynie ustawienie kolumn do ściany i ściszenie do minimum... Rozważania nad wypadem do pobliskiej jednostki wojskowej celem wykupu siatki maskującej przerwało przybycie projektora...

Chapter 2: Miecz Damoklesa

I jak to z projektorem kombinowanym bywa...
LAMP. Taka fajna czerwona dioda na projektorze, obwieszczająca konieczność wymiany żarówki. Jak się zapala - orgom staje serce. A ta świeciła radośnie...
Projektor mimo chęci wyświetlał obraz co najwyżej na obudowie PCta, z jakością urągającą najgorszym monitorom...
Wspomniałem, że to był jedyny projektor?
To wspominam. A Tayu wspomniał jeszcze, że to jedyny w Tomaszowie...

Skrócony szkic sytuacji: mamy piątek wieczorem, nie mamy projektora...

Po krótkiej acz burzliwej naradzie, paru telefonach, zdecydowaliśmy się na przywiezienie projektora z Tych. Tylko 300km, ale cóż, w sytuacji awaryjnej się nie wybiera.

Chapter 3: Night Rider

Cóż dużo pisać, jazda z przysypiającym Ravenem nie należy do bezpiecznych, przeszkadzanie człowiekowi w piątek wieczorem nie należy do rzeczy najmilej widzianych, powrót nocą z zasypiającym Ravenem należy do sytuacji wybitnie twórczych (nawet nie wiecie, na ile rodzajów można zrobić krzywdę mainorgowi SSN).

Chapter 4: Ufff...
Projektor działał wyśmienicie. Jak zawsze zresztą (co jak co, ale grunt to sprawdzona firma). Dotarło dodatkowe nagłośnienie (Faaajne) więc poskładaliśmy salę do końca i... tyle. Budynek pusty, druga w nocy, czas lulu.

Chapter 5: Retrospekcja

Ranek. Tomaszów Mazowiecki, konwent Sugoi Sakura.
Słoneczko wesoło przyświeca na ekran...
Zaciemnienie, owszem, było, ale nie na wszystkich oknach.
Zostało jedno okno przy samym ekranie i trzy z tyłu. Tradycji stało się zadość - trzeba zaciemniać. Metoda była opracowana już na poprzedniej edycji SS, ale tym razem okna były większe, szersze, sala wysoka jak diabli, a szyby w oknach rozpraszały światło we wszystkich kierunkach. Ot, difficulty level hard.
Wieszanie zaciemnienia trwało długo. Każda folia wymagała usztywnienia (z braku żerdzi Irucard robił je z kartonu i taśmy), liny się rwały przy wciąganiu (podczas operacji śmierć poprzez rozdarcie poniósł przewód głośnikowy "Doji2", chwilowo zredukowany do roli liny nośnej - cześć jego pamięci). Ogólnie - horror i złośliwość rzeczy martwych. Powiesić zaciemnienie się udało, i choć pełnej ciemności osiągnąć się nie udało, to rzutnik 2500 ANSI Lumenów spokojnie sobie dawał radę. Tak między nami - dobrze, że pierwszy rzutnik zdechł, bo tamta kruszynka by sobie nie poradziła bez kompletnych ciemności.

Chapter 6: Convention Polka

Podstawa konwentu działała, teraz trzeba było zająć się atrakcjami. a początek postawić na nogi quest, który leżał i kwiczał.
Po zrzuceniu obowiązków MG na Nuriko i Hebiego, zleceniu paru misji pobocznych, rozdaniu "goldenów rozporowych" i plakietek było już wiadomo, iż quest nie będzie tym, czym miał być. Zainteresowanie było mierne, na promocję psychologiczną było o godzinę za późno, i ani kija, ani marchewki nie było. Owszem, zdarzały się ekipy, które wykonywały zadania za expeki, i fajno było, lecz potem biedni MG świecili oczami - jako że ani nagród porządnych nie było, ani expeki większej wartości nie miały. Ot, z obiecanych profitów dostali fani jedynie zabawę - czy to dużo? Myślę że tak, ale nie lubię nie dotrzymywać słowa.

Potem należało realizować plan. Było to cokolwiek trudne, jako iż instrukcji co do owego planu nie było, i by dowiedzieć się czegokolwiek, należało odnaleźć i przesłuchać Tayu. A że z tym odnalezieniem bywało różnie, to sporą część atrakcji robiło się na zasadzie pełnej improwizacji. Ot, nie szukając daleko - cosplay. Nie dość, że sami uczestnicy nie wykazywali zainteresowania kwestią organizacyjną cosplayu (na improwizowaną pogadankę przedcosplayową przyszedł jedynie Angel - co chyba z resztą było widać podczas występu) to jeszcze dostała mi się podwójna rola - obsługi konsoli i prowadzącego. Tu na szczęście wkroczył Nuriko, dzięki czemu cosplay w ogóle wyszedł.

Co jeszcze z ciekawszych rzeczy... A, filmy kompresowane na moment przed projekcją (to, że była przez to spora żonglerka dyskami to pryszcz, ciekawiej było jak zapomniano wkodować dźwięku ;>)


Koncert, no ten był w miarę przygotowany, dzięki przerwie technicznej po padłej atrakcji...


Chapter 7: Przywróćmy normalność, wygrajmy spokój

Po koncercie nie było już większych eventów, więc nie było już czego nadganiać, można było sobie pozwolić na kontynuację politycznego wątku questa, a nawet drobne efekciarstwo... Potem sen, przerywany sprawdzaniem stanu kinówki, poranek, równie spokojny jak noc, leniwe pogaduchy z ludźmi... ogólnie - drugi dzień konwentu. Potem trochę rozrywki przy zrzucaniu zaciemnienia, załadunek wozów i wycieczka do domu.

Chaptere Finale: Podsumowanie

Niezbadaną tajemnicą pozostanie kwestia zadowolenia fanów po konwencie. Konwent, który od początku do końca balansował na krawędzi katastrofy, gdzie zaplanowany był w zasadzie tylko budynek, z organizacją łataną bardziej niż polskie drogi osiedlowe - podobał się. A przynajmniej słyszałem jedynie pochlebne opinie. Na sieci cisza, nikt nie złorzeczy...
Może tą edycję SS oddarowali sobie malkontenci, może ludziom znudził się wymuszony "profesjonalizm" konwentów i bawi ich konwent poskładany na kartonie i taśmie klejącej...
Kto wie...
Ja ze swojej strony mam nadzieję, iż wtopa finansowa związana z projektorem da Tayowi nieco do myślenia, i nie szarpnie się na następną edycję, bo ten SS wykorzystał limit fuksów na następne 5 lat.
A jeśli się szarpnie, to ja osobiście nie reflektuję - za stary jestem na takie numery...

Epilogue: McDonalds Training Camp

Wracając wstąpiliśmy do mcdonalda. Bogatsi w nowe doświadczenie, tym razem budowaliśmy wzwyż na nietrwałym podłożu (czytaj - na "moście" między stolikami). Znajomej publiki nie było, więc tym razem mogliśmy posprzątać. Ja ne!


wasz z bożej łaski recenzent
Coach


WWFF Report:

Zadania:
1. Nagłośnienie kinówki - Coach
Wykonanie: 80%
Czas operacji: 2h
Problemy: Brak siatki maskującej do zwalczenia pogłosu sali.

2. SS Quest - Coach
Wykonanie: 30%
Czas operacji: Jak się dało
Problemy:
Brak porządnych nagród, ekskluzywnych stref i innych "marchewek" oraz innych elementów integracji questu z konwentem.
Brak czasu i sił.
Uwagi:
Quest zamienił się z ogólnokonwentowego LARPa w zabawę w stylu ajenta, tyle ,że bez nagród za questy poboczne. Powodzenie zawdzięcza Nuriko i Hebiemu, którzy prowadzili quest.

3. Obsługa sprzętu projekcyjnego - Raven
Wykonanie: 80%
Czas operacji: Gdy były siły
Problemy:
Przemęczenie i konieczność zregenerowania kierowcy.
Funkcję Ravena przejmowali ludzie z WWFF i Genom.
Problematyczne dostarczanie anime.
Brak jakichkolwiek wytycznych organizacyjnych.

4. Panel cospleyowy + techobsługa cosplayu - Coach
Wykonanie: Failed
Czas operacji: None
Problemy:
Brak panelu cosplayowego w planie
Brak zainteresowania cosplayowiczów kwestiami organizacyjnymi
Brak prowadzącego
Uwagi: Na szczęście był Nuriko.

5. Koncert
Wykonanie: 105%
Czas operacji: 2h
Problemy:
Niemożliwość pogodzenia pogłosu sali z wymaganym przez Rei natężeniem dźwięku.
Sztywni ludzie
Dodatki:
Nagranie koncertu (thx Dandie)
Pseudo światła z projektora (thx winamp)
Uwagi:
Nuriko ruszył ludzi, ale był przerażony ich biernością.


Akcje:

1. Załatwienie projektora
Priorytet akcji: Krytyczny
Wykonanie: 120%
Czas operacji: 6h
Wykonanie: Lord Raven, Coach
Kosztem: Zmęczenie orgów, Szkolenie MPC do Questa, 600 km drogi
Uwagi: Niech ktoś jeszcze powie, że się nie da...

2. Dociemnienie sali
Priorytet akcji: Ciężki
Wykonanie: 60%
Czas operacji: 3h
Wykonanie: Coach (+ Arucard & szereg pomocników spoza WWFF)
Kosztem: Zmęczenie orgów, Szkolenie MPC do Questa

3. Składanie ekranu
Priorytet akcji: Podrzędny
Wykonanie: 80%
Czas operacji: 40min
Wykonanie: Coach, Spike
Kosztem: 5m taśmy klejącej, zużycie powertape
Uwagi: - Trójkąt największym przyjacielem architekta. Jak komuś jeszcze przyjdzie do głowy budować ramę ekranu z drewna na prostokątach, w formie trzepaka z poprzeczką, to polecam Pointflex Bridgebuildera (taka gierka) - od razu mu przejdzie.
Konstrukcję ekranu SSN usztywniono za pomocą przekątnych odciągów z taśmy klejącej (które ułożyły się w gustowny pikagram - zdjęcia wkrótce).
- Cerata się rozciąga i kurczy, więc jest parszywym materiałem do klejenia. Po złączeniu jest prawie pewne, że się pomarszczy. Lepiej łączyć je kawałkami taśmy z 1cm szerokości przy 2mm przerwach, niż jednym kawałkiem. I tak się pomarszczy, ale może mniej.